Górny Śląsk - ciekawe obiekty - warto zobaczyć - BĘDZIN: PAŁAC MIEROSZEWSKICH

Pałac Mieroszewskich w Będzinie

OBIEKT DWUBIEGUNOWY

Będziński pałac i jego otoczenie to cały zestaw estetycznych sprzeczności. Z jednej bowiem strony wzniesiono go jako budowlę późnobarokową - z przepychem i licznymi ozdobami; z drugiej jednak strony kolejni właściciele znacznie bardziej gustowali w stylu klasycystycznym. Podzielili więc ryzalit centralny, boczne ryzality wyeksponowali, dodali też kolumny przy wejściu głównym. Pałac w stylu francuskim umieszczono w towarzystwie angielskiego (dokładnie rozplanowanego i pielęgnowanego parku). Z czasem to niemal trzyhektarowy park nabył waloru francuskiego: zestarzał się ((jesion wyniosły i dąb szypułkowy dobiegają powoli wieku dwustu lat), kilkadziesiąt lip pochodzi z XIX wieku. Zniknęły przesądzające o wyrafinowanym charakterze parku drzewa ozdobne: platany, orzechowce, tulipanowce, nie ma już także modnej niegdyś kolekcji warzyw.

Bardzo okazale prezentuje się za to klomb przed głównym wejściem: doskonale utrzymany i pięknie wpisany między dwie boczne oficyny. To typowa dla początku siedemnastego wieku rezydencja bogatej szlachty (jaką byli Mieroszewscy). Szlachta o niższym statusie finansowym mieszkała w drewnianych dworkach z jednym tylko poziomem mieszkalnym. Pałac Mieroszewskich jest dwupoziomowy, w wielu miejscach odnajdujemy akcenty rodem z kultury antycznej: tuż za pałacem znajduje się posąg Bachusa (greckiego boga znanego też pod imieniem Dionizosa - patrona dziko rozwijającej się natury, winnic oraz wina) oraz towarzyszącej mu zwyczajowo Bachantki. Według niektórych - Bachusowi towarzyszy nie Bachantka, lecz Flora - rzymska opiekunka kwiatów. Obie rzeźby pochodzą z początków założenia parkowego - roku 1718 i są autorstwa Georga Leonharda Webera, osiadłego w Świdnicy śląskiego twórcy barokowego.


DZIWNI MIEROSZEWSCY

Mieroszewscy to ród tajemniczy, historycy męskim przedstawicielom familii przypisują porywczość i gwałtowne usposobienie, skłonność do konfliktów oraz ośli wręcz upór. Wywodzą się z Kujaw, w rejony dzisiejszego Zagłębia przybyli w XVI wieku osiadając na wsi Jakubowice nad Brynicą (dziś to część Czeladzi). Podwaliny dobrobytu Mieroszewskich zbudował Wojciech, który piastował urząd krakowskiego podwojewody, jego syn - Jan został starostą siewierskim. Pałac jest dziełem Kazimierza Mieroszewskiego (syna Jana), którego przy budowie rezydencji wsparli finansowo bracia: Jan Krzysztof (ordynat z Mysłowic) i Jerzy Antoni (krakowski kanonik). Kazimierzowi przypisuje się hulaszczy tryb życia i liczne, mało wyrafinowane fantazje - na przykład przyjęcie wizyty księdza w stanie upojenia alkoholowego, w dodatku całkowicie nago. Zgodnie z legendą Mieroszewski obłożony został za to klątwą.

Właśnie dlatego duch Kazimierza pojawia się więc w okolicach pałacu na dwugłowym koniu nie mogąc znaleźć drogi ani do nieba, ani do piekła. Scena ta jest zresztą niezłą metaforą dziejów rodziny: dla Polaków byli oni bowiem często zbyt śląscy, dla Ślązaków - zbyt polscy. Z jednej strony przyczynili się do gospodarczego rozwoju regionu, byli fundatorami rozlicznych przedsięwzięć (w będzińskim kościele Świętej Trójcy do dziś obecny jest herb rodziny - Ślepowron - w związku z fundacją kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej, tam też znajdują się doczesne szczątki niektórych przedstawicieli familii). Z drugiej strony zapamiętano pogardliwy stosunek do poddanych podszyty sporą dawką bezwzględności.


 


 


 

KOMNATY I WYSTAWY

Mieroszewscy rezydowali w będzińskim pałacu - zwanym też często gzichowskim (od wsi Gzichów, później dzielnicy miasta) - do lat trzydziestych XIX wieku. Później nabyli go Siemieńcy, następnie Mycielscy, jeszcze później - przemysłowiec Christian Gustaw von Klamsta. Od końca XIX wieku aż do wybuchu drugiej wojny światowej mieściły się tu biura zarządu Towarzystwa Kopalń i Hut Sosnowieckich. Po wojnie ulokowano w miejscu tym Spółdzielnię Rolniczą, od 1958 roku (czyli od czasu gruntownego remontu obiektu) pałac mieścił Dom Kultury. Dopiero w roku 1982 Muzeum Zagłębia (które zarządza również będzińskim zamkiem, domem modlitwy Mizrachi oraz podziemiami) udostępniło zwiedzającym pałacowe komnaty. Perłą ekspozycji są polichromie z XVIII wieku - zwłaszcza w tak zwanym salonie wodzów antycznych.

Duże wrażenie robi amfiladowy układ komnat, w którym przestrzenie na duże wydarzenia towarzyskie uzyskiwano poprzez otwarcie drzwi do kolejnych pomieszczeń oraz kolekcje porcelany i malarstwa. Pomieszczenia zajmowane niegdyś przez Mieroszewskich składają się na wystawę stałą pod nazwą "Wnętrza stylowe XVIII i XIX wieku". Sztandarowa wystawa Muzeum prezentowana w pałacu nosi nazwę "W łuzyckiej osadzie i średniowiecznym grodzie" i obejmuje wszelkie przejawy materialnej kultury dawnych mieszkańców tej ziemi, jest także ekspozycja "Izba zagłębiowska" oraz kolekcje monograficzne Samuela Cyglera i Jana Świderskiego. Do gzichowskiej rezydencji warto zajrzeć w czerwcu - wówczas odbywa się tam Jarmark Rękodzieła i Rzemiosła: z roku na rok prezentujący coraz bogatszą ofertę.

Duch rozpustnego i kojarzonego z pijaństwem Kazimierza Mieroszewskiego (to za jego sprawą w ogrodzie ustawiono figurę Bachusa) nie jest jedyną zjawą, którą spotkać można w okolicy pałacu. Pojawić może się także Ludwika - panna z epoki napoleońskiej, która szaloną miłością zapałała do arystokraty Niemojewskiego - kandydata idealnego, łączącego w sobie trzy istotne cechy: majątek urodę i mądrość. Niestety, bezpośrednio po zaręczynach, kiedy to przyszła oblubienica pojawiła się w przepięknej niebieskiej sukni, narzeczony udał się na wojnę. Gdy przez dłuższy czas Niemojewski nie dawał znaku życia, Ludwikę wydano za kogoś zupełnie innego. Małżeństwo bez miłości trwało już czas jakiś, gdy na podjazd pałacu wtoczył się powóz z siwowłosym już dawnym kochankiem. Ludwika (nosząca już wówczas nazwisko Siemieńska) pożegnała szybko Niemojewskiego, po czym znaleziono ją w stanie omdlenia; wkrótce zresztą zmarła. Nigdy też nie dowiedziano się, dlaczego jej ukochany utknął na tak długo po kampanii napoleońskiej i nie pojawił się wcześniej. Jej duch ma ponoć pojawiać się na pierwszym piętrze pałacu, zaś na pamiątkę sukni z zaręczyn nazywana jest Błękitną Damą lub Błękitną Ludwiką.

Strona wykorzystuje pliki cookies