Górny Śląsk - turystyka i rekreacja - warto zobaczyć - MOSZNA: PAŁAC

Pałac w Mosznej

PAŁAC Z BAJKI

Wiele osób twierdzi, że pałac w Mosznej jest najpiękniejszą budowlą reprezentacyjną w Polsce, choć są i tacy, którzy zwą go snem pijanego dekoratora lub po prostu - kiczem. Łatwo to zrozumieć, gdy patrzy się na 99 widowiskowych wieżyczek żywcem przeniesionych z jakiejś bajki. Bajkowe są i dzieje obiektu, zaś jego obecny kształt zawdzięczamy bajkowej karierze Franciszka von Wincklera. Urodzony w podząbkowickiej wsi na początku XIX wieku był przedstawicielem niezamożnej, wielodzietnej rodziny jakich podówczas na Górnym Śląsku żyły tysiące. Pracował w kopalniach Zabrza, Królewskiej Huty i Tarnowskich Gór (gdzie zdobył uprawnienia sztygara). W przełomowym momencie swojej kariery został zarządcą kopalni "Maria" w Miechowicach, a po śmierci właściciela miechowickich dóbr, poprzez małżeństwo z wdową wszedł w posiadanie sporego majątku.

Winckler miał głowę do interesów i niebawem stworzył prawdziwą fortunę. W skład jego majątku (jako własność wyłączna lub współwłasność) wchodziło ponad 80 kopalń oraz liczne huty, wśród jego ziemskich dóbr znalazła się niewielka wieś Katowice, zaś w uznaniu zasług pruski król nadał mu tytuł szlachecki. Córka Franciszka - Waleska będąca dziedziczką majątku wyszła za mąż za skromnego podporucznika Huberta von Tiele, co dało początek rodu Tiele - Wincklerów. To Hubert nabył niewielki, barokowy pałac w Mosznej, który po latach stał się rezydencją rodziny przemysłowców.

kuchnia śląska

 

PAŁAC CZY ZAMEK?

Osiem tysięcy metrów kwadratowych powierzchni, na które składa się 365 pokoi robi olbrzymie wrażenie. Architektoniczny przepych i wielość stylów (część wschodnią wzniesiono w stylu neogotyckim, zachodnią - neorenesansowym, centralna pozostała barkoowa) sprawił, iż budowla często nazywana jest zamkiem, choć nigdy funkcji obronnych nie wypełniała. W czasie prac budowlanych natrafiono jednak na średniowieczne jeszcze umocnienia z drewna, zaś początki pałacu murowanego datowane są na połowę XVII wieku. Legendy wspominają o obecności w tym miejscu templariuszy. Ostateczny, współczesny kształt budowla zawdzięcza przedstawicielowi kolejnego pokolenia Tiele - Wincklerów: Franciszkowi Hubertowi - synowi Huberta i Waleski. Po pożarze w 1896 rozpoczęła się gigantyczna, trwająca kilkanaście lat przebudowa, inwestycja, której rozmach docenił nawet cesarz Wilhelm II.

Rozbudowa kompleksu stała się wręcz obsesją Franza Huberta - a to wymyślał kolejne uzasadnienia tej a nie innej liczby wieżyczek, a to planował doprowadzenie linii kolejowej do rezydencji, a to zamyślał stworzenie sieci kanałów w zespole parkowym. Kanały zresztą powstały - wiąże się z nimi jedna z legend. Ponoć angielskiej guwernantce obiecano na łożu śmierci pochówek na jej rodzinnej wyspie. Angielka miała na myśli - rzecz jasna - Wielką Brytanię. Skąpi Tiele - Wincklerowie potraktowali jednak życzenie umierającej dosłownie lokując jej grób na wyspie między kanałami opodal pałacu. Od tego czasu mściwa guwernantka straszy po nocach w całej okolicy. Swój główny cel - zaproszenie do Mosznej cesarza - Franciszek Hubert zrealizował jednak dopiero w 1911 roku stosując sztuczkę, która na Wilhelma II działała najskuteczniej - organizując polowania.



 

NIEZNISZCZALNE MURY

Żyjący współcześnie przedstawiciel rodu Tiele - Winckler pytany, czy nie żal mu potężnych włości oraz pałaców odpowiada zazwyczaj, iż jako dziecko wychował się w mieście i jego środowisko jest zupełnie inne niż przepych Mosznej. Jak by jednak nie było - historia odebrała rodowi rezydencję w 1945 roku i obeszła się z zamkiem dość okrutnie. Wojska radzieckie zniszczyły klepkę podłogową paląc nią w kominkach, przy okazji gdzieś zniknęły obrazy i ruchome wyposażenie pałacu. Później rezydował tu Urząd Bezpieczeństwa a jego funkcjonariusze z parkowych rzeźb zrobili sobie tarcze strzelnicze. Jeszcze później zlokalizowano tutaj Centrum Leczenia Nerwic, by - po latach - nadać kompleksowi wypoczynkowy charakter. Dziś funkcjonuje tu hotel, ośrodek SPA, i stadnina. Tuż obok urokliwej oranżerii widocznej już z zewnątrz działa restauracja.

Bieg historii nieco odwrócił się w rejonie stajni - zazwyczaj jest tak, że dawne pomieszczenia dla koni zamienia się na garaże: tu jest inaczej, bo to garaże na automobile Tiele - Wincklerów zmieniono w stajnie koni pełnej krwi angielskiej. Turyści przyjeżdżają tu przede wszystkim, by zobaczyć zamek wraz z jego kaplicą, w której czasem organizowane są koncerty. Atutem bez wątpienia jest stuhektarowy park z fontannami i bujną przyrodą - duże wrażenie robią różaneczniki, azalie, kasztanowce, lipy oraz czerwone dęby. Zimą można trafić na kulig, choć starzy wyjadacze twierdzą, iż najlepszym miesiącem na wizytę jest maj - wtedy kwitną azalie. Choć oferta przeróżnych imprez kulturalnych stale się powiększa, bolączką obiektu jest parking - zdecydowanie za ciasny w letnie, weekendowe dni.

Choć okres świetności Tiele - Winckelrów nie trwał nawet stu lat, wielu przedstawicieli rodu historia potrafiła uhonorować. W szczególności dotyczy to protoplasty - Franciszka Ksawerego Wincklera, który dorobił się nawet swojego pomnika - w honorowym miejscu Katowic: tam, gdzie dziś znajduje się park Powstańców Śląskich ze słynnymi trzema skrzydłami, tuż obok "Spodka". To właśnie w tym miejscu mieścił się katowicki zarząd dóbr von Wincklera, jego monument zaś - z oczywistych względów - zburzono tuż po drugiej wojnie światowej. We wdzięcznej pamięci mieszkańców Górnego Śląska zapisała się jego wnuczka - Ewa von Tiele - Winckler. Była ona twórczynią ośrodków pod wspólną nazwą "Ostoja Pokoju" - z centralnym, obejmującym ponad dwadzieścia budynków kompleksem w Miechowicach (dziś dzielnica Bytomia) - nieopodal pałacu swoich rodziców. By całkowicie poświęcić się działalności charytatywnej przeniosła się z komnat do miechowickiego ośrodka, by dzielić swoje życie z podopiecznymi: sierotami. Akcje dobroczynne prowadziła także żona Franciszka Huberta z Mosznej - to ona ufundowała prowadzone przez elżbietanki: szkołę oraz lecznicę. Zdecydowanie najgorsze notowania miał syn Franza Huberta - Claus Peter, który wsławił się hulaszczym trybem życia i przepuścił znaczącą część rodowej fortuny.

Strona wykorzystuje pliki cookies