W
KRZYŻU KRZYŻ
Kiedy
bezpośrednio przed obchodami trzydziestej
rocznicy ogłoszenia stanu wojennego
porządkowano teren wokół pomnika w kopalni
"Wujek", zastanawiano się nad kolejnym
pomalowaniem wielkiego, betonowego krzyża.
Zdecydowano jednak, że odnawiania pomnika nie
będzie - malowano go co prawda pięć lat
wcześniej, jednak bardzo szybko pokrył się
węglowym pyłem. Kopalnia wciąż pracuje:
wydobywa, sortuje, wysyła węgiel i - dokładnie
tak jak w 1981 roku - wszystko dookoła szybko
tutaj szarzeje. Szara jest kopalnia, bloki tuż
obok, ulice, nawet drogowe lustro. Tylko krzyże
obecne przy kopalni od czasu tragicznych
wydarzeń przypominają, że to miejsce
szczególne. Pierwszy drewniany krzyż ustawiono
tu niemal natychmiast po dramacie, około godziny
17.00 16 grudnia 1981 roku. |
 |
| Dębowy, mierzący dwa i
pół metra wysokości symbol górnicy nazywali
krzyżem misyjnym - towarzyszył on mszom z
udziałem zakładowej "Solidarności"
już od listopada 1980 roku. Kiedy na
"Wujku" padły strzały, robotnicy
przenieśli krzyż w miejsce, gdzie czołg
zburzył kopalniany mur. Pracownice lampowni na
ramionach krzyża zawiesiły siedem górniczych
lamp - nie wiedziano jeszcze wówczas, że w
szpitalu umrze jeszcze dwóch protestujących z
"Wujka". Pod koniec stycznia 1982 roku
symbol zniknął - sprawców profanacji nigdy nie
wykryto. Wzburzenie społeczności było jednak
tak duże, że władza nie ośmieliła się już
ingerować w postawienie kolejnego krzyża - już
większego, ozdobionego wizerunkiem patronki
górników - świętej Barbary. To ten krzyż
znajduje się dziś na wysokości 34 metrów:
otulony ramionami betonowego, widocznego już z
daleka symbolu górniczej śmierci. Duży krzyż
stanąć mógł dopiero po zmianach ustrojowych:
odsłonięto go i poświęcono 15 grudnia 1991
roku. |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
|
 |
DZIEWIĘCIU Z WUJKA
Pierwsza
krew z kopalni "Wujek" polała się
już pierwszej nocy stanu wojennego. Milicjanci,
którzy przyjechali aresztować popularnego szefa
zakładowej "Solidarności" Jana
Ludwiczaka wpierw musieli się wycofać, wrócili
jednak z licznymi posiłkami - podczas wywlekania
działacza z mieszkania pobito próbujących
bronić go kolegów. Pod drzwiami mieszkania
zostały ślady górniczej krwi oraz strzępy
rozwalonych siekierą drzwi. Aresztowanie
przewodniczącego (internowanego podobnie jak
niemal 6000 innych osób) mocno wpłynęło na
atmosferę w kopalni. Wśród postulatów
strajkujących górników wciąż pojawiał się
stały punkt - uwolnienie Ludwiczaka. Po dwóch
dniach, 15 grudnia - do załogi dotarły wieści
z kopalni "Manifest Lipcowy": w czasie
pacyfikacji tego zakładu użyto broni, byli
ranni. |
| Górnicy rozpoczęli
przygotowania do walki, wznoszono barykady z
wózków na urobek i elementów kopalnianej
wentylacji, wkrótce wokół zakładu pojawiły
się czołgi i transportery opancerzone. Do
ostatecznego szturmu na kopalnię
"Wujek" wyznaczono 8 milicyjnych
kompanii, trzy kompanie bojowych wozów piechoty,
kompanię czołgów, siedem bardzo silnych
armatek wodnych oraz pluton specjalny ZOMO. To
funkcjonariusze plutonu oddali strzały w
kierunku górników. Po spacyfikowaniu kopalni
władza rozpoczęła akty zemsty: sąd umorzył
śledztwo w sprawie śmierci górników - uznano,
że milicjanci działali w obronie koniecznej;
skazano za to organizatorów strajku: Stanisław
Płatek usłyszał wyrok czterech lat więzienia,
Jerzy Wartak - trzech i pół roku, dwóch innych
związkowców skazano na trzy lata więzienia. Na
prawdziwy wyrok w tej sprawie trzeba było
czekać aż 28 lat - zapadł on 18 czerwca 2008 w
katowickim Sądzie Apelacyjnym: na kary
pozbawienia wolności skazano piętnastu
członków plutonu specjalnego. |
 |
|
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
|
 |
 |
|
MUZEUM
JAK KROMKA CHLEBA
Muzeum
przy kopalni jest skromne - mieści się tuż
obok miejsca, w którym 16 grudnia 1981 roku
padły strzały. Ekspozycja podzielona jest na
trzy pomieszczenia - w największym znajdziemy
pamiątki z okresu stanu wojennego. Kilkanaście
metrów kwadratowych powierzchni ma wykonana w
skali 1 : 100 makieta kopalni - widzimy pancerne
pojazdy, milicjantów, żołnierzy i górników
broniących się wśród budynków zakładu.
Wszystko - tak jak w 1981 roku - pokrywa śnieg.
Wśród eksponatów jest przestrzelony pociskiem
górniczy kask Jana Stawisińskiego - dar ten
otrzymało Muzeum od jego matki, są łuski
nabojów wystrzelonych na "Wujku",
elementy wyposażenia ZOMO, manekiny ukazujące
walkę górnika z milicjantem. Są fotografie,
nagrania dźwiękowe, jest możliwość
obejrzenia filmu. |
 |
| Projekcje odbywają się w
drugiej - audiowizualnej części muzeum - tam
również znajduje się krzyż z dziewięcioma
górniczymi lampkami. Trzecia część ekspozycji
poświęcona jest górnictwu i Górnemu
Śląskowi - zawiera oryginalny mundur oficerski
z czasu powstań, historyczny już mundur
górniczy, kolekcję lamp używanych przy pracy
pod ziemią, fragment obudowy ścianowej,
sztandary, narzędzia (między innymi ciężki
świder do wierceń pod ziemią), fotografie,
plany, mapy, rysunki. Jeżeli z muzeum ulicą
Gallusa przejdziemy kilkaset metrów, po prawej
stronie zauważymy zabytkową, pochodzącą z
1912 roku wieżę ciśnień. Na początku swojej
historii była ona źródłem wody pitnej dla
najbliższej okolicy, potem przez 60 lat
dostarczała wodę do górniczej łaźni. W
grudniu 1981 roku w miejscu tym stał samochód,
którym wywożono aresztowanych - wbrew
deklaracjom władzy - górników. |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
|
|

Stan wojenny na Śląsku miał
przebieg znacznie bardziej dramatyczny niż w
innych częściach kraju - internowano tutaj
niemal dwa tysiące osób - to jedna trzecia
wszystkich polskich internowanych. Władza czuła
się zagrożona w miejscach, gdzie koncentrował
się wielki przemysł - pracownicy kopalń, hut,
energetyki - zakłady te z natury rzeczy były
wyizolowane z otoczenia w sensie fizycznym, bo
odgradzano je solidnymi murami, w sensie
społecznym zaś - miały olbrzymie zaplecze w
postaci wielkich osiedli zamieszkałych przez
robotników. Tak było i w kopalni
"Wujek": na wieść o rozpoczęciu
strajku przy bramie zaczęły gromadzić się
rodziny górników przynoszących żywność czy
ciepłą odzież, rozpoczęły się samorzutne
zbiórki żywności - z pobliskich bloków
często atakowano kamieniami przemieszczające
się milicyjne pojazdy, na ulicach toczyły się
regularne walki. W pierwszych dwóch tygodniach
stanu wojennego na Górnym Śląsku zorganizowano
- lub podjęto próby zorganizowania - około
pięćdziesięciu strajków. Protesty strajkowe
zorganizowano w ponad dwudziestu zakładach
górniczych; podczas pacyfikacji kopalń bardzo
często używano broni palnej, powszechną
praktyką było użycie armatek wodnych, pałek,
gazu łzawiącego. To na Śląsku protesty
trwały najdłużej: w wigilijny wieczór
zakończył się strajk w kopalni
"Ziemowit" górnicy protestowali tam
pod ziemią, nieprzerwanie od 15 grudnia. Jeszcze
dłużej trwał strajk prowadzony na
głębokości 650 metrów w kopalni
"Piast". 28 grudnia 1981 roku protest
zakończył się wyjechaniem na powierzchnię
tysiąca górników. Dla władzy postawa taka
była szokiem - zwłaszcza, że dotyczyła
wszystkich kategorii mieszkańców ówczesnego
Śląska - protestowali bowiem nie tylko obecni
od stuleci na tej ziemi górnicy (tacy jak w
kopalni "Wujek"), lecz także
środowiska napływowe (jak w hucie
"Katowice") czy też inteligencja -
poważne protesty odnotowano bowiem i na
Uniwersytecie Śląskim. Kopalnię
"Wujek" warto odwiedzić ze względu na
pamięć ofiar stanu wojennego. Pamięć, która
przetrwała mimo wszystko - nie tylko wśród
rodzin zabitych pracowników kopalni. Córki
wszystkich poległych w kopalni, które w roku
1981 miały przecież po kilka lat - wciąż
utrzymują ze sobą kontakt; wszystkie też - dla
pamięci swoich ojców - po wyjściu za mąż
pozostały przy swoich panieńskich nazwiskach.
Pamiętajmy i my.

WIDOK Z SATELITY

PLAN SYTUACYJNY

POBIERZ
KARTKĘ Z PRZEWODNIKA DO WYDRUKU - możesz ją
zabrać ze sobą na wyprawę

|
|