Górny Śląsk - ciekawe obiekty - warto zobaczyć - KĘDZIERZYN-KOŹLE: FORTYFIKACJE

Fortyfikacje w Koźlu

ATAK I OBRONA

Od niepamiętnych czasów każda większa osada nad Odrą miała militarne znaczenie. Jeżeli jeszcze w najbliższej okolicy znajdowały się ułatwiające obronę mokradła czy wyspy, stratedzy interesowali się miejscem tym jeszcze bardziej. Wszelkie warunki, by stać się ufortyfikowanym punktem obrony spełniało Koźle - archeologowie przypuszczają, iż gród wzniósł tu już Mieszko I w trakcie powstania Słowian na Połabiu. Tutaj być może przebiegała długa linia umocnionych wysp na Odrze - od Głogowa i Wrocławia przez Opole aż do Raciborza. Kozielski gród po domniemanym czeskim ataku odbudowywał Krzywousty. Być może należy sięgnąć w jeszcze odleglejsze mroki historii, bo na terenie pobliskiej wsi Dzielnica (w gminie Cisek) odkryto umocnienia ziemne pochodzące jeszcze z czasów neolitu i liczące sobie ponad siedem tysięcy lat.

Może właśnie dlatego historia Koźla jest nie tylko związana z historią tutejszej twierdzy, ale także z historią wojskowości. Wszystko, co wznoszono tu w celach obronnych miało bowiem ścisły związek z obowiązującą w danej epoce sztuką wojenną. Tak więc na początku XVIII wieku Austriacy wybudowali tu twierdzę z murami na planie gwiazdy dziewięcioramiennej. Zgodnie ze sztuką fortyfikacyjną powstawały tak zwane kleszcze umożliwiające rozwiniętej już wówczas artylerii skuteczny ostrzał bronionego przedpola. Kiedy w trakcie pierwszej wojny śląskiej toczonej w latach 1740 - 42 twierdzę zdobyli Prusacy, nie tylko ją rozbudowali, lecz także zmienili układ umocnień nadając im kształt gwiazdy z pięcioma ramionami.


ZRÓBMY WYSPĘ I WIEŻĘ

Jak istotne ze strategicznego punktu widzenia było Koźle świadczy fakt, iż już w 1745 roku wojska austriackie (składające się z żołnierzy - Węgrów) znów zaatakowały, zaś pruskim kontratakiem dowodził sam projektant twierdzy, wielce ceniony inżynier Gerhard Cornelius von Walrawe. Państwo pruskie twierdzę odzyskało (choć niejako przy okazji artyleria wywołała potężny pożar samego miasta) i zdołało - po kilkunastu latach - dwukrotnie ją obronić. Większość budynków fortecznych, jakie dziś oglądamy pochodzi z drugiej połowy XVIII wieku: wówczas to obszar zabudowany militarnymi instalacjami (po wykopaniu specjalnego kanału) stał się wyspą. Także wtedy wzniesiono reduty: Rogowską, Kobylicką, Większycką oraz Kłodnicką i Orlą. Przez kilkadziesiąt lat fortyfikacje rozbudowywano, remontowano i wzmacniano udoskonalając system obronny.

Pruscy inżynierowie wykonali również takie owałowanie Odry, by w razie ataku można było łatwo zatopić okoliczne tereny stanowiące przedpole twierdzy. Jak zanotowano w roku 1795 kozielski garnizon dysponował 266. działami różnych typów. Wojskowi odpowiedzialni za obronę brali sobie do serc także technologiczne nowinki: z zainteresowaniem zapoznali się z teoriami francuskiego inżyniera Marca René Montalembert, który dowodził, iż stary system obrony zwany kleszczowym (i zastosowany w Koźlu) należy zmienić na poligonalny. Działa bowiem były skuteczniejsze: na progu XIX wieku ich zasięg wynosił już dwa kilometry, każde z nich było w stanie oddać dwa strzały w ciągu minuty. Podjęto więc decyzję o wzniesieniu supernowoczesnej, odmiennej od dotychczasowych fortecy zwanej wieżą Montalemberta.


 


 


 

FRANCUZI, DUŃCZYCY, WŁOSI

Budowlę zbudowano w sporym oddaleniu od pozostałych fortyfikacji zlokalizowanych niemal w centrum Koźla - miała bowiem osłaniać je od północnego wschodu. Choć do wieży (zwanej Fortem Fryderyka Wilhelma) trudno trafić i nie jest udostępniana turystom, warto wybrać się ulicą Portową i choć z zewnątrz przyjrzeć się imponującemu dziełu. Półokrągły, trzykondygnacyjny fort ma ponad dwadzieścia cztery metry wysokości przy ponad trzydziestometrowej szerokości wzdłuż podstawy. Pierwsze i drugie piętro stanowiły pomosty bojowe - obrońcy mogli ustawić tam 56 dział; magazyny amunicji, wyposażenia i żywności zaprojektowano na parterze. Choć prace prowadzono z rozmachem, gdy w 1897 roku nadeszły wojska napoleońskie, Fort Fryderyka Wilhelma nie był gotowy: brakowało schodów na górną kondygnację, nie zainstalowano jeszcze specjalnych lawet.

Mimo to Francuzi Koźla nie zdobyli - trwające pół roku walki były co prawda krwawe, strona pruska okupiła je poważnymi - liczonymi tysiącem ofiar - stratami, jednak finałem stało się podpisanie rozejmu, a nie kapitulacja. Obcokrajowcy z dalekich stron pojawili się w Koźlu jeszcze dwa razy: po wojnie o Szlezwik między koalicją austriacko - pruską a Danią w 1864 do budowy umocnień skierowano jeńców duńskich. Niecałe 60 lat później w mieście pojawiło się wojsko włoskie wypełniając misję rozjemczą ustaloną traktatem wersalskim. Wówczas jednak twierdza żadnego znaczenia militarnego już nie miała - do kasacji przeznaczono ją ustawą Rzeszy z 1873 roku. Pamiątką po walkach z czasów wojen napoleońskich są odbywające się we wrześniu Dni Twierdzy Koźle z udziałem grup rekonstrukcyjnych.

Dzieje Koźla są podręcznikowym wręcz przykładem jak bardzo militarna funkcja miasta może wpłynąć na jego rozwój. Gdy w czasie wojen śląskich twierdzę rozbudowywano, konieczne stało się przeniesienie wielu obiektów - inne miejsce znaleźć musiał i klasztor franciszkanów, i kościół, zlikwidowano nawet najstarszy wówczas cmentarz w mieście. Chociaż Koźle prawa miejskie otrzymało już w 1281 roku, ciągłe walki (zwłaszcza zaś pożary nimi spowodowane) niszczyły zabudowania i powodowały dramatyczne czasem wyludnienie. Epoka największego rozkwitu Górnego Śląska również nie przyniosła początkowo miastu takich profitów, jak innym - przemysłowe inwestycje oraz linie kolejowe bardzo długo omijały Koźle i zawitały do niego dopiero po zamknięciu twierdzy. Być może nie wyciągnięto na czas wniosków z najstarszej legendy tych okolic: opowieści o braciach noszących nazwisko Kozioł. W zamierzchłych czasach bracia ci (parający się działalnością rycerzy - rabusiów) mocno dawali się we znaki miejscowej ludności i kupcom przemierzającym bursztynowy szlak. Gdy rabunki stały się wyjątkowo uciążliwe zwrócono się o pomoc do Mieszka Plątonogiego. Książęce ekspedycje na nic się zdały, bandyci zawsze zdążyli uciec i schronić się w swojej umocnionej potężnie wieży. Dopiero pomoc rzeźnika Jakuba przyniosła przełom w sprawie - poprowadził on książęcych wojów tajnymi przejściami, które znał, gdyż dostarczał bowiem braciom - rabusiom żywność. Sprawiedliwość wymierzono Kozłom od razu po schwytaniu zrzucając ich w głębinę przepływającej tuż obok Odry.

Strona wykorzystuje pliki cookies