Górny Śląsk - ciekawe obiekty - warto zobaczyć - PRUDNIK: WIEŻA WOKA

WIEŻA WOKA W PRUDNIKU

TAJEMNICZY RYCERZ WOKO

Woko (lub Wok) z Rosenbergu tajemniczy jest dla nas, historia Czech mówi o nim dużo i dobrze. Urodzony w 1210 roku (zmarły w 1262) rycerz  kojarzony jest przede wszystkim z rodową siedzibą w Rožmberku tuż przy dzisiejszej granicy z Austrią. Czescy historycy wymieniają  liczne zalety Woka: talent dyplomatyczny uwidoczniony w służbie króla Przemysława Ottokara II, waleczność wykazaną w bardzo wielu bitwach oraz szeroki gest udowodniony fundowaniem licznych klasztorów. Dzielny von Rosenberg operował na rozległym obszarze: posiadał hrabstwo Raabs, którego ziemie dziś znajdują się w Austrii, brał ponoć udział w walkach na północy wspierając zakon krzyżacki, przypisuje mu się także założenie miasta Prudnik oraz kilku okolicznych wsi. W Prudniku Woko pojawił się najprawdopodobniej po konflikcie zbrojnym między Czechami a książętami opolskimi, kiedy to w roku 1255 wytyczono nową granicę. Jak zwykle w takich przypadkach na granicy musiał pojawić się zamek z okazałą wieżą.

Choć prudnicką wieżę od wieży zamczyska Rožmberk dzieli grubo ponad 400 kilometrów, trudno nie dopatrzeć się między nimi podobieństwa. Obie są dwuspadowe, oparte na podobnych kątach i zbliżonym przekroju. O ile jednak czeski obiekt jest jedynie częścią bogatej spuścizny po Woku, w Prudniku pozostała po nim tylko i wyłącznie wieża. Nawet dzisiaj sprawia ona imponujące wrażenie, choć od dawna pozbawiona jest obiektów towarzyszących: murów i zamku. To klasyczny stołp zwany także bergfritem czyli wieża ostatecznej obrony. Kiedy wróg zdobył już zamek, obrońcy mogli zniszczyć drabiny prowadzące do jedynego, zlokalizowanego 12 metrów nad ziemią wejścia i bronić się aż do wyczerpania zapasów żywności lub przybycia odsieczy.


POTĘGA WIEŻY

Historycy przypuszczają, iż wieża zamykała kompleks obronny od strony południowo – wschodniej. Ten gotycki, wkomponowany w zakole rzeki Prudnik zespół zabudowań był duży: obejmował górny i dolny zamek, które przedzielono i murami, i fosą. W stołpach na ogół nie mieszkano; mogły one za to pełnić funkcję zbrojowni lub więzienia. Wieża Woka takim więzieniem była: podczas odnawiania obiektu odkryto bowiem loch głodowy położony w najniższej części budowli. Więzień znajdował się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, bo grubość murów przy podstawie wieży wynosi trzy i pół metra. Wraz z rozwojem techniki wojennej stołpy traciły swoje znaczenie. Nic więc dziwnego, że po przejęciu przez miasto zamkowych zabudowań w 1561 roku przeznaczano je a to na stajnie, a to na magazyny. Ale fortyfikacje prudnickie zniszczył nie wróg, a pożar zapoczątkowany zaprószeniem ognia w domu tkacza Schuberta. Dramat rozegrał się 27 sierpnia 1806 roku, jego bilans zaś był tragiczny: spaliło się prawie pół setki domów, ewangelicki kościół oraz zamek. Choć wieża przetrwała, przez kolejne stulecia była tylko zapomnianą ruiną. W 1837 roku tuż obok wzniesiono wojskowe stajnie, budulcem stały się kamienie wypalonej wieży. To wtedy także ostatecznie zasypano zamkową fosę. 

Zmianę przyniósł dopiero rok 2009: obiekt wtedy wyremontowano i przystosowano do ruchu turystycznego dobudowując drewniane rusztowanie, które umożliwia dostęp do wysoko umieszczonego wejścia.  Odwiedzający wieżę wspinają się na wysokość 22 metrów. Większość tego dystansu - aż do kamiennej klatki schodowej - trzeba pokonać po drewnianych, dobudowanych schodach. Reszta trasy znajduje się już we wnętrzu budowli. Wpierw (stojąc na specjalnej pancernej płycie ze szkła) oglądamy loch głodowy, później udajemy się na szczyt, gdzie urządzono wystawę pamiątek historycznych i punkt sprzedaży wydawnictw. Odpowiedzi na pytania turystów udziela pracownik oddelegowany z Muzeum Ziemi Prudnickiej. Oprócz niepowtarzalnej atmosfery średniowiecznego stołpu mamy jeszcze jeden bardzo poważny powód, by wejść do góry – to przepiękna panorama okolicy. Polską granicę Gór Opawskich wyznacza linia biegnąca między Głuchołazami, Prudnikiem, Dobieszowem i Branicami – wszystko to jak na dłoni prezentuje się z wieżowych okien. Doskonale widoczne jest całe miasto i bez trudu zrobimy tutaj efektowne zdjęcie.


 


 


 

HISTORYCZNA MOZAIKA

Wizyta na wieży to prawdziwy spacer przez wieki, podczas którego co chwila zmieniamy style i epoki. Choć sam obiekt pochodzi z połowy XIII wieku, część stanowiąca pomost widokowy dobudowana została w wieku XV. Tuż pod wieżą widzimy kamienną figurę świętego Józefa z małym Jezusem, bo znajdujemy się na terenie zakonu bonifratrów obecnych w Prudniku od połowy XVIII wieku. Wtedy także wzniesiono pobliski barokowy kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Do Prudnika bonifratrów sprowadził dowódca tutejszego pułku kirasjerów, weteran wojny siedmioletniej - Fryderyk Wilhelm Röderow. Poważnie rannego w bitwie pod Freibergiem oficera wyleczył właśnie medyk w bonifraterskim habicie. Jak w wielu okolicznych miastach mamy więc tutaj prawdziwą historyczną mozaikę z centralnym punktem w postaci Wieży Woka.

Dziś wieża o wysokości 41 metrów i średnicy niecałych 13 metrów jest bowiem najstarszym oraz najcenniejszym zabytkiem miasta. W sezonie co dzień odwiedza ją kilkadziesiąt osób, największy ruch panuje w weekendy oraz w czasie dużych imprez. Podczas Nocy Muzeów można liczyć na nastrojowe zwiedzanie w ciemności. Obiekt obsługuje ruch turystyczny w trybie ciągłym od maja do września. Poza tym okresem, by odwiedzić Wieżę Woka należy umówić się telefonicznie z pracownikiem Muzeum Ziemi Prudnickiej. Najlepiej udać się tutaj w sobotę lub niedzielę: wieża czynna jest wówczas do godziny 18, a nie jak w powszednie dni do 16. Nie ma najmniejszego problemu z zaparkowaniem pojazdu w bezpośredniej bliskości obiektu. Niedaleko stąd do rynku z kolejnymi zabytkami i obiektami gastronomicznymi.

Wieża Woka może kryć znacznie głębiej schowane tajemnice. Nazywana bywa bowiem niekiedy Wieżą Pogańską, co sugeruje, iż zanim Woko z Rosenbergu zaczął swoją inwestycję, istniał już w tym miejscu jakiś obiekt z jeszcze starszą metryką. Prudnickie legendy wspominają nawet, iż pierwszą wieżę zbudować mogli templariusze. Taką wersję podaje wydany w 1888 roku „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”. Nie tłumaczy to w żaden sposób „pogańskiego” charakteru wieży, bo przecież tego typu obiekty (obronne stołpy wznoszone przy pomocy zaprawy) zaczęto budować dopiero od połowy XIII wieku, gdy panowało już tutaj od dawna chrześcijaństwo. Obecna w niemieckiej literaturze historycznej Wieża Pogańska pozostaje więc – póki co – jeszcze jedną zagadką z odpowiedzią ukrytą w mrokach dziejów.

Strona wykorzystuje pliki cookies