Górny Śląsk - turystyka i rekreacja - warto zobaczyć - BOBOLICE: ZAMEK

BOBOLICE - ZAMEK

WIKTORIA BERNAD

PO RENOWACJACH

Oglądając zamek Bobolice przyznać musimy, że renowacje pomogły odzyskać mu imponujący wygląd. Pomimo swych niewielkich rozmiarów, zupełnie jak jego brat w Mirowie, robi ogromne wrażenie. Zanim jednak wejdziemy do  wnętrza, trzeba  poznać jego historię. Bobolicki zamek – dziś zlokalizowany w gminie Niegowa - wzniesiono w XIV wieku z rozkazu Kazimierza Wielkiego. Jest więc obecny na szlaku Orlich Gniazd, w obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Warownia leży na skalistym, stromym wzgórzu, co utrudniało dostanie się do niego potencjalnym najeźdźcom. Tak jak jego brat bliźniak w Mirowie, jest on własnością rodu Laseckich, i to oni oddali mu straconą dawno chwałę.

Jak każdy zamek, przechodził w swojej historii z rąk do rąk. Warownia należała do większości magnatów z Jury i dopiero w wieku XVI, kiedy to przejął go Maksymilian Habsburg, zaczął niszczeć. Zamek bardzo długo popadał w ruinę i stawał się opuszczoną, zapomnianą budowlą. Dzięki przeprowadzonym na terenie zamku pracom archeologicznym, udało się odtworzyć dawny wygląd warowni. Na zdjęciach sprzed renowacji, zamek w Bobolicach wyglądał zupełnie jak ten w Mirowie, który rodzina Laseckich również zaczęła remontować.

kuchnia śląska

 

W ŚRODKU

Gdy wchodzimy na zamek wita nas z uśmiechem giermek albo rycerz, jednocześnie sprawdzając bilet wstępu. Pierwszą rzeczą, którą widzimy na placu zamkowym są dyby. Rozglądając się bardziej na prawo zauważymy zdjęcia zamku, które znajdują się na tablicach ogłoszeniowych, niestety we współczesnym stylu. Po lewej stronie postawiono ciekawe krzesło: na oparciu, siedzeniu oraz pod stopami znajdują się kolce, krzesło to prawdopodobnie służyć miało wymyślnym torturom, ale o torturach za moment. Idąc na wprost wychodzimy na dużą przestrzeń, gdzie kiedyś prawdopodobnie stacjonowali wartownicy. Z wykutych w murze okienek widać całą okolicę, dzięki czemu żaden nieproszony gość nie mógł dostać zbyt blisko -  skutecznie zatrzymywała go strzała jednego z spostrzegawczych łuczników. Wracając do wyjścia i wybierając szerokie schody po prawej, docieramy do głównej części zamku. Niestety nie wszystkie drzwi są otwarte, ale wnętrza i tak robią piorunujące wrażenie. Zamek z zewnątrz wygląda na niewielki, ale w środku -  gdyby wszystkie drzwi zostały otwarte - można byłoby się zgubić.

Można tu zobaczyć wiele przedmiotów z dawnych wieków. W jednej z komnat są ustawione elegancko zdobione meble i komody. Niestety nie można ich dotykać ani zajrzeć do środka, ale i tak widać ich piękno i masywną budowę. Najwięcej czasu zajmuje obejrzenie komnaty, gdzie ustawiono ogromny stół z krzesłami oraz zbrojami na podwyższeniach. Stół i krzesła są pięknie zdobione, widać precyzję w wykończeniu. Jeśli chodzi o zbroje, to warto o nich poczytać i zastanowić się przez chwilę nad tym, jak duży ciężar musieli na sobie nosić niektórzy rycerze. Wychodząc z głównej części zamku i kierując się do drugich schodów, dochodzimy do niewielkiego pokoiku, w którym wystawiono kilka narzędzi tortur oraz kilka sztuk różnorakiej broni. Samo zwiedzanie zamku trwa około 30 minut, ale mimo wszystko warto tutaj przyjechać i chociaż przez chwilę poczuć się jak w średniowieczu.



 

WOKÓŁ ZAMKU

W pobliżu obiektu wybudowano bardzo ładny hotel o nazwie „Zamek Bobolice”. Przyciąga on klientów (szczególnie tych głodnych) do swojej restauracji. W restauracji serwowane są dania kuchni jurajskiej, czego nie spotyka się na każdym rogu. Można skosztować między innymi, polecanego przez kucharzy, pstrąga z ziemniakiem pieczonym i szpinakiem czy gęsie żołądki. W pokojach hotelu również nie brakuje gości, którzy pragną chociaż na chwilę oderwać się od teraźniejszości i pozwiedzać piękne zamki porozrzucane na Szlaku Orlich Gniazd. A jeśli ktoś potrzebuje prawdziwie królewskich wrażeń, może wynająć salę rycerską, w której spożyje posiłek z hotelowej restauracji. Okolica zamku jest przepiękna, ale niestety nie są organizowane tam żadne imprezy czy zabawy. Prawdopodobnie dlatego, że błonia zamkowe są niewielkie, a wzdłuż każdej drogi wywieszono tabliczki z prośbą, by nie deptać trawy. A szkoda, bo gdyby na terenie zamku organizowane były jakieś imprezy, hotel pewnie miałby większą liczbę klientów.

Dojazd do samego zamku nie jest skomplikowany. Jeśli ktoś był w Mirowie, to wystarczy po prostu jechać kawałek dalej, gdzie znajduje się parking dla zwiedzających. Można również porzucić wygodę jazdy samochodem i zdecydować się na pieszą wędrówkę przez Grzędę Mirowsko-Bobolicką. Właściwie możliwości dotarcia do zamku są nieograniczone, ponieważ często można spotkać turystów, którzy zostawiają samochód na parkingu pod Mirowem i idą wzdłuż ulicy do Bobolic.

Zamek Bobolice, jak każdy inny zamek, posiada swoją legendę. Jest ona bardzo podobna do tej, którą usłyszymy w Mirowie – z drobną różnicą. Otóż legenda opowiada historię braci - bliźniaków. Byli oni właścicielami zamków w Mirowie i Bobolicach. Aby móc częściej ze sobą rozmawiać na osobności wykopali tunel pomiędzy dwoma warowniami. Pewnego dnia weszli w posiadanie ogromnego skarbu, który ukryli w tunelu, a na straży postawili czarownicę. Swoim wyglądem wiedźma miała odstraszać złodziei. Bracia doskonale się dogadywali i potrafili zrobić dla siebie wszystko.  Przyjaźń została wystawiona na ciężką próbę, gdy jeden z nich przywiózł piękną księżniczkę. Podejrzewając swojego brata o podkochiwanie się w kobiecie, zamknął ją w podziemiach obok wspomnianego skarbu. Pewnego razu, pod nieobecność czarownicy, nakrył kochanków w skarbcu. Wściekły zamordował bliźniaka, a dziewczynę zamurował w lochach. Podobno do dzisiaj straszy ona w murach zamku.

Strona wykorzystuje pliki cookies