Górny Śląsk - ciekawe obiekty - warto zobaczyć - GÓRA CZANTORIA WIELKA

GÓRA CZANTORIA WIELKA

GÓRA GRANICZNA

Czantoria Wielka idealnie nadaje się na granicę. Dzieli nie tylko zlewnie wód Wisły i Odry, ale przez jej szczyt przebiega również granica państwowa między Polską a Republiką Czeską. Nie inaczej było w przeszłości: nawet pierwsza wzmianka o nazwie góry z 1615 roku mówi o niej jako punkcie rozgraniczającym posiadłości dwóch wielmożów. Być może Czantoria pełniła dodatkowo funkcję opisaną przez Gustawa Morcinka w podaniu o meluzynie: była miejscem rozpalania ognisk sygnałowych podczas wojennego zagrożenia. I Czantoria, i inne pobliskie szczyty stanowiły zresztą miejsca, gdzie udawano się w razie najazdu. Tak było w czasie wojny trzydziestoletniej gdy Habsburgowie zagrożeni atakiem margrabiego Jana Jerzego z Karniowa wezwali na pomoc wojsko neapolitańskie dowodzone przez Karola Spinozę. Efekt był taki, że Ustroń całkowicie spalono, mieszkańcy zaś przenieśli się w wyższe rejony.

To bez wątpienia góra magiczna, mocno związana z siłami nadprzyrodzonymi, o czym świadczy jej nazwa. Ponoć niegdyś była „Czartoryją” czyli miejscem przekopywanym przez diabły (inna wersja głosi, iż nazwa wzięła się od imienia olbrzyma Czantora, którego ambicją było zagrodzenie drogi Wiśle przy pomocy góry). Jak wygląda Czantoria w wersji rozkopanej zobaczyć można w nieczynnym już kamieniołomie usytuowanym na grzbiecie schodzącym od północy. Kamieniołom warstw godulskich w Ustroniu – Poniwcu był niegdyś źródłem pozyskiwania piaskowca; dziś pozostały po nim widowiskowe pięćdziesięciometrowej wysokości wyrobiska odkrywające skały uformowane 90 milionów lat temu. Na początku dwudziestego wieku Czantoria weszła w turystyczny okres swojej historii. Niemieckie Towarzystwo Beskidzkie zbudowało wówczas na górze pierwsze schronisko (do dziś zresztą służące turystom po czeskiej stronie granicy) i nadało mu imię arcyksiężnej Marii Izabelli Habsburżanki. Polski przewodnik wydrukowany w 1939 roku zachwalał zalety Czantorii: możliwość obejrzenia stad hodowanych tu owiec i wspaniałe panoramy. Ponoć w pogodny dzień ze szczytu widać było kościół na krakowskich Bielanach. Później góra zarosła i – by uzyskać odpowiednie walory widokowe – trzeba było zbudować wieżę.


118 SCHODÓW

Stalowa wieża o wysokości 29 metrów znajduje się po czeskiej stronie granicy i należy do prywatnego właściciela. Za wejście na górę po 118 schodach trzeba zapłacić, waluta jednak nie ma znaczenia: może być czeska, polska albo europejska. Szczytową ofertę uzupełniają bary: polski i czeski oraz – zlokalizowane nieco dalej – czeskie schronisko. Całkowicie polski jest za to letni tor saneczkowy, gdzie możemy skorzystać ze zjazdów w stalowej rynnie. Wieża cieszy się dużym powodzeniem, bo odsłania panoramę trzech państw: widać nawet słowacką Fatrę. Szczególnie pięknie prezentuje się Ustroń z charakterystycznymi trójkątami ośrodków wypoczynkowych i rzeką Wisłą wyraźnie odcinającą się od otoczenia. Oglądający mają do dyspozycji plansze poglądowe, dzięki czemu wiedzą dokładnie jakim miejscom się przyglądają. Względna wysokość Czantorii Wielkiej to 630 metrów, tyle trzeba pokonać, by dostać się na szczyt z Ustronia. Dla wygody turystów od 1967 roku działa tutaj linowa kolejka krzesełkowa rozpoczynająca się (podobnie jak czerwony szlak) w Ustroniu – Polanie i wysadzająca gości 851 metrów nad poziomem morza – na polanie Stokłosica.

Ośmiominutowa podróż do góry (długość trasy to 1640 metrów) odbywa się w komfortowych warunkach, z wyciągu mogą korzystać także osoby niepełnosprawne. Brakujący dystans do szczytu usytuowanego na wysokości 995 metrów nad poziomem morza trzeba pokonać już na własnych nogach dość kamienistym podejściem. Ostatni etap wyprawy na szczyt jest nieco nudny – praktycznie cały czas znajdujemy się w lesie. To miejsce dobre dla każdego turysty. Jeśli ktoś nie ma ochoty na wielogodzinne wyprawy, skorzysta z kolejki i po półgodzinnym spacerze dotrze na górę. Wytrawni zdobywcy szczytów będą mogli skorzystać z licznych szlaków: polskich oraz czeskich. Najpopularniejsze  wiodą na Czantorię Małą, Stożek i Soszów Wielki. Zimą Czantoria zamienia się w narciarski raj, stoki są dośnieżane przy pomocy specjalnych maszyn, ruszają dodatkowe wyciągi orczykowe i talerzykowe, za sprawą sztucznego oświetlenia szusować można także w nocy.


 


 


 

RYCERZE, PRZEMYTNICY I PARTYZANCI

Najpopularniejsza - i występująca w wielu różnych wersjach - legenda związana z Wielką Czantorią opowiada o ubogim kowalu Hanysku (lub Karliku) z Ustronia, który onegdaj otrzymał dziwne zlecenie. W kuźni zjawił się tajemniczy rycerz na białym koniu i zażyczył sobie nie tylko wykonania podków w dość dużej ilości, ale również udania się z nimi w teren. Zleceniodawca zaprowadził Hanyska do podnóża Czantorii, gdzie uderzy mieczem w skałę otwierając w ten sposób drogę do wnętrza góry. Tam spał trzystuosobowy oddział rycerski, zadanie polegało zaś na podkuciu rumaków należących do tego tajemniczego hufca. Ku rozczarowaniu kowala zapłatą za usługę były stare, zdjęte z kopyt podkowy. Kiedy jednak po powrocie do domu otworzył worek z dziwnym wynagrodzeniem, okazało się że podkowy zrobione są ze szczerego złota. Różne wersje legendy opowiadają, iż rycerze służyli onegdaj pod Bolesławem Chrobrym, względnie - Janem III Sobieskim. Podobnie jak inne podania o śpiących rycerzach obecne w kulturze Francji, Niemiec czy Włoch – także i to wyjaśnia sens oczekiwania zbrojnych mężów. Mają oni powstać, gdy zajdzie jakaś wyższa konieczność obrony rycerskich wartości lub nadejdzie czas obrony narodu.

Całkowicie prawdziwi byli za to przemytnicy operujący w okolicach Czantorii między pierwszą a drugą wojną światową. Z ówczesnej Czechosłowacji szmuglowano przede wszystkim obuwie, z Polski transportowano nielegalnie żywność – także w postaci stadek krów oraz świń. Na przemytniczym szlaku towarem byli nawet ludzie: to tędy wiodła droga ochotników, którzy udawali się do Hiszpanii, by wziąć udział w wojnie domowej. Stoki Czantorii miały też partyzancki epizod swojej historii. Od połowy 1941 działa w tym miejscu kilkudziesięcioosobowa grupa partyzantów pod dowództwem Karola Schrebera (później - Klemensa Starzyka). Oddział rozbrajał policjantów i niemieckich żołnierzy, demaskował konfidentów, pobił nawet znanego z agresywnego stosunku do Polaków komendanta ustrońskiej policji. Grupę rozbito pod koniec 1943 roku, po zdradzie lokalizacji głównego partyzanckiego bunkra.

Czantoria Wielka ma również walory przyrodnicze, co doceniono wyznaczając niemal stuhektarowy obszar rezerwatu na północnym stoku góry. Perełką natury jest sięgający wysokości 800 metrów nad poziomem morza las składający się z buków, jesionów i jodeł. Przyrodnicy zdokumentowali tutaj egzemplarze jesionów o wysokości przekraczającej 30 metrów. Rejon ten zamieszkują: myszołowy włochate, liczne dzięcioły, puchacze oraz rzadkie i stroniące od ludzi bociany czarne. Szansa na zobaczenie tych gatunków jest jednak niewielka: to miejsce tłumnie odwiedzane przez turystów. Przyrodę Czantorii docenili również Czesi organizując po swojej stronie podobny rezerwat.

Strona wykorzystuje pliki cookies