POKÓJ
UMARŁ RAZEM Z BABCIĄ
31
sierpnia w GIiwicach słońce zachodzi tuż przed
godziną dwudziestą. Tego właśnie dnia roku
1939 o ósmej wieczorem na teren radiostacji w
Gliwicach przedostała się siedmioosobowa grupa:
sześciu mężczyzn wchodziło w skład zespołu
dowodzonego przez SS-Sturmbannführera Alfreda
Helmuta Naujocksa. Siódmy - 43-letni Polak,
powstaniec śląski - odurzony wstrzykniętym
wcześniej środkiem odurzającym miał za
chwilę zginąć od strzału w tył głowy: już
na terenie radiostacji. Jego zwłoki stały się
rzekomym dowodem na polską napaść. Personalia
ofiary - Franciszka Honioka ze wsi Łubie pod
Pyskowicami ustalono dopiero po kilkudziesięciu
latach, choć prawda o gliwickiej prowokacji
wyszła na jaw już w czasie procesu
norymberskiego, głównie za sprawą zeznań
samego Naujocksa. |
 |
| Napad przebiegał z dużymi
problemami - grupa SS zbyt późno poinformowana
została o planie emisyjnym, który tego
właśnie dnia przewidywał jedynie przekazywanie
przez gliwicki nadajnik audycji z Wrocławia.
Jedynym wyjściem w tej sytuacji stało się
więc użycie tak zwanego mikrofonu burzowego -
urządzenia, za pomocą którego w razie potrzeby
przerywano program, by prosić słuchaczy o
uziemienie anten w czasie wyładowań
atmosferycznych. Niemcy długo szukali mikrofonu,
a gdy go wreszcie znaleźli najprawdopodobniej
podłączyli go do aparatury w nieprawidłowy
sposób, w eter poszły więc tylko pierwsze
słowa przygotowanego wcześniej czterominutowego
komunikatu - ""Uwaga! Tu Gliwice.
Rozgłośnia znajduje się w rękach
polskich..." - dalej słychać było
tylko trzaski i szumy. Gdy grupa Naujocksa
wycofała się - pozostawiając trupa polskiego
powstańca - mogła ruszyć hitlerowska machina
propagandowa. Już o 22.30 Berlin, a zanim inne
stacje (w tym BBC) informowały o zajściu w
Gliwicach. Prowokacja (razem z kilkudziesięcioma
innymi tego rodzaju napaściami) stała się
bezpośrednią przyczyną wybuchu drugiej wojny
światowej. Sygnałem do przeprowadzenia akcji w
radiostacji było telefonicznie przekazane przez
szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy -
Reinharda Heydricha hasło "grossmutter
gestorben" - "babcia umarła".
Razem z babcią umarł pokój w Europie. |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
|
 |
MODRZEW PO SAMO
NIEBO
Gliwicka
radiostacja była dzieckiem Traktatu
Wersalskiego, który w wielu miejscach Europy
pozostawił liczne mniejszości narodowe. To dla
niemieckiej mniejszości za polską granicą
(leżącą 10 kilometrów dalej) wzniesiono w
Gliwicach wieżę radiową wraz z budynkami
infrastruktury. Stacja nie miała studia
nadawczego - mieściło się ono w innej części
miasta, obsługiwane było też przez zupełnie
inną antenę poziomo ustawioną między dwoma
masztami. Wieża znana z prowokacji była
zorientowana w pionie - od szczytu w dół
biegły przewody stanowiące antenę: właśnie
dlatego do jej budowy nie użyto stali, która
zakłócałaby działanie instalacji. Dziś
wieża jest najwyższą na świecie budowlą
wzniesioną wyłącznie z drewna: liczy
niespełna 111 metrów wysokości. Konstrukcję
scala kilkanaście tysięcy śrub z mosiądzu, na
szczyt dostać się można po 365 szczeblach
pokonując po drodze cztery platformy. |
| Wieża nie jest
przeznaczona do zwiedzania przez turystów,
nielicznych szczęściarzy, którzy byli na same
górze powitał tam nieprawdopodobny widok, przy
dobrej pogodzie można z Gliwic zobaczyć
tatrzańskie szczyty. Choć modrzewiowe drewno
wspaniale znosi próbę czasu obiekt znajduje
się pod naukową opieką Katedry Inżynierii
Budowlanej Politechniki Śląskiej oraz kontrolą
Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków,
przeprowadzane są coroczne lustracje -
zwłaszcza, że wieża wciąż jeszcze służy
komunikacji: stała się nośnikiem dla
kilkudziesięciu przeróżnych anten, w tym
urządzeń telefonii komórkowej. |
 |
|
 |
 |
 |
|
 |
 |
|
MUZEUM
PROWOKACJI
Imponująca
wieża - świetnie prezentująca się zwłaszcza
w czasie zachodu słońca - przytłacza skromne
muzeum. Wewnątrz głównego budynku zgromadzono
sprzęt radiowy z lat trzydziestych dwudziestego
wieku, w tym wspomniany mikrofon burzowy, lampy
sygnalizacyjne, aparaturę nadawczą i
służącą zasilaniu stacji. Są odbiorniki
radiowe reprezentujące kilkadziesiąt lat
historii - w tym kultowe kolibry z okresu PRL-u.
Planów związanych z muzeum było mnóstwo - od
projektu nakrycia wszystkich trzech wchodzących
w skład zespołu budynków futurystyczną
przeszkloną kopułą aż po koncepcję
urządzenia w piwnicach inscenizowanej drukarni
ruchu opozycyjnego z lat osiemdziesiątych
dwudziestego wieku. W wielu przypadkach barierą
były koszty; znaleziono jednak środki na
zagospodarowanie otoczenia wieży. |
 |
| Doskonałym pomysłem było
otwarcie wszystkich bram i udostępnienie
wzbogaconego zielenią otoczenia wieży
spacerowiczom. Wieża otrzymała także specjalne
podświetlenie - nie tylko widać ją w nocy z
daleka, lecz przedstawienie świateł
rozgrywające się u jej podnóża może
zafascynować gości. Tych ostatnich zresztą tu
nie brakuje i może właśnie oni stanowią
najlepsze podsumowanie pokrętnych,
górnośląskich dziejów. W miejscu gdzie
SS-mani prowadzili na śmierć pierwszą ofiarę
drugiej wojny światowej - Franciszka Honioka -
dziś dzieci wyposażone w deskorolki czy
namiętnie wystukujące sms-y na swoich
komórkach mijają się w alejkach z niemieckimi
turystami. Na trzech hektarach historii. |
| |
 |
 |
 |
| |
 |
 |
 |
|
|

Oddana do użytku w 1935 roku
gliwicka radiostacja była jednym z piętnastu
tego rodzaju obiektów wzniesionych przez Niemcy
w latach 1930 - 1935; najwyższa z wież liczyła
190 metrów wysokości. Dramatyczny epizod z
początku drugiej wojny światowej nie
zakończył służby gliwickiego masztu. Warto
zresztą wspomnieć, że przeróżnych prowokacji
na Śląsku w końcu sierpnia 1939 roku
hitlerowcy zaplanowali ponad 200 a dokonali
prawie pięćdziesięciu. W czasie wojny nadajnik
wykorzystywali Niemcy, zaraz po wyzwoleniu
rozpoczęto tu emisję audycji radia
katowickiego. W latach pięćdziesiątych wieża
wykonała swoje ostatnie zadanie na falach
średnich: zagłuszała audycje Radia Wolna
Europa - podobnie jak wiele, wiele tego rodzaju
instalacji we wszystkich krajach bloku
wschodniego. Gliwicka wieża jest bez wątpienia
symbolem miasta - często używanym w
wydawnictwach czy filmach. Już z oddali widać
ją, gdy zbliżamy się do Gliwic z kierunku
zachodniego czy północnego. Z roli zabytku
przeznaczonego dla turystów wywiązuje się
znakomicie - zwłaszcza że zlokalizowana jest
bardzo blisko tak zwanej starej autostrady
wrocławskiej, obudowano ją też niezłym
systemem parkingów: nie tylko miejscami dla
pojazdów wzdłuż ogrodzenia, lecz także placem
dla autokarów przy ulicy Lublinieckiej.

WIDOK Z SATELITY

PLAN SYTUACYJNY

POBIERZ
KARTKĘ Z PRZEWODNIKA DO WYDRUKU - możesz ją
zabrać ze sobą na wycieczkę

TAK
NA UCHO...
Od dziennikarza chcącego napisać artykuł o
gliwickiej radiostacji czy też zrobić zdjęcia
żąda się... dostarczenia podania na piśmie.
Mania kontrolowania? Podobnie sprawa wygląda z
sakramentalną prośbą oprowadzającego o
"podanie miejsca publikacji wykonanych przez
turystę zdjęć".
|
|