Górny Śląsk - ciekawe obiekty - warto zobaczyć - GLIWICE: DOM PAMIĘCI ŻYDÓW GÓRNOŚLĄSKICH

DOM PAMIĘCI ŻYDÓW GÓRNOŚLĄSKICH W GLIWICACH

WYRAŹNY ŚLAD

Gliwice pełne są śladów po dawnych mieszkańcach pochodzenia żydowskiego. Ślad najstarszy odnajdziemy na odchodzącej od rynku ulicy Krupniczej - w późnym średniowieczu noszącej nazwę Żydowskiej (Judenstrasse), gdzie przedstawiciele wyznania mojżeszowego prowadzili onegdaj gorzelnię, piekarnię oraz browar. Po stuleciach następujących po sobie zaproszeń Żydów (takich jak edykt cesarza Ferdynanda mający zapobiegać wyludnieniu Śląska skutkiem wojny trzydziestoletniej) i wypędzeń, w roku 1812 rozpoczęła się złota era społeczności żydowskiej w Gliwicach. 11 marca tegoż roku pruski król Fryderyk Wilhelm wydał tak zwany edykt emancypacyjny nadający pełnoprawne obywatelstwo Żydom pod warunkiem przyjęcia niemieckich imion oraz nazwisk i posługiwania się językiem niemieckim. Członkowie diaspory mogli swobodnie wykonywać swoje zawody, nabywać nieruchomości i studiować na wyższych uczelniach.

Licząca niespełna 50 rodzin gliwicka społeczność mojżeszowa aktywnie włączyła się w proces asymilacji. Jeszcze w tym samym, 1812 roku, otwarto synagogę. Do lat trzydziestych XX wieku miasto miało już mniejszość mojżeszową liczącą niemal dwa tysiące osób. Wielu z nich tworzyło elitę Gliwic - byli architektami, lekarzami, adwokatami, urzędnikami, przemysłowcami, zasiadali w samorządzie. Pozostawili po sobie reprezentacyjne budynki: dom Salomona Lubowskiego przy ulicy Górnych Wałów (nieopodal znajduje się dom Gminy Wyznaniowej Żydowskiej), Willę Caro, rezydencję  Josefa Kleczewskiego oraz dwa cmentarze.

kuchnia śląska

 

NEKROPOLIA Z POMNIKIEM

Nie zachowała się (druga już) gliwicka synagoga podpalona podczas kryształowej nocy 9 listopada 1938 roku. Zgodnie z relacjami świadków, pożarowi świątyni bezczynnie przyglądali się strażacy, w tym czasie bojówki hitlerowskie wybijały szyby żydowskich sklepów przy dzisiejszej ulicy Zwycięstwa. Eksterminacja społeczności Żydów gliwickich odbyła się w kilku etapach, jeszcze w latach trzydziestych wielu zmuszono do emigracji, ostatnie wysiedlenie przeprowadzono latem 1943 roku - do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Podobnie jak pozostali niemieccy Żydzi, także gliwiccy przeżyli szok - z Niemcami łączyło ich nie tylko obywatelstwo i język: do dziś na kirkucie przy ulicy Poniatowskiego znajduje się ustawiony w 1930 roku monument poświęcony pamięci kilkudziesięciu Żydów - niemieckich żołnierzy poległych na frontach I wojny światowej (ogółem w czasie wojny tej zginęło 12 tysięcy żydowskich obywateli Niemiec).

Sam cmentarz datowany jest na rok 1902 - wtedy właśnie zapełniła się nekropolia stara - na tak zwanym Piasku, działająca jeszcze od roku 1815, gdzie spoczywają szczątki najwybitniejszych przedstawicieli żydowskiej społeczności z Gliwic. Kirkut stary liczy prawie półtora tysiąca miejsc spoczynku, na nowym grobów jest 800. Równolegle z urządzaniem nowego cmentarza przy dzisiejszej ulicy Poniatowskiego rozpoczęto tam budowę  Beth Tahara – przedpogrzebowego domu oczyszczenia. Obiekt ten nosi dziś nazwę Domu Pamięci Żydów Górnośląskich.


 


 


 

DZIEŁO FLEISCHERA

Dom przedpogrzebowy otwarto 15 listopada 1903 roku - dwa lata przed śmiercią jego twórcy - architekta Maxa Fleischera. Fleischer specjalizował się w budowlach sakralnych: zaprojektował nie tylko liczne synagogi, ale i dużą liczbę grobowców - do dziś niektóre z nich obejrzeć można na głównym kirkucie Wiednia. Jego dorobek uzupełniają kamienice, wille, budynki użyteczności publicznej zlokalizowane w dzisiejszej Austrii, Czechach i na Górnym Śląsku. Twórca upodobał sobie neogotyk: w takim też stylu wzniesiono gliwicki dom oczyszczenia. Pod charakterystyczną, zieloną dachówką ułożoną na wielu spadach mieściły się - zgodnie z założeniami religijnymi - trzy części budynku. Część najistotniejszą stanowiła sala główna służąca modlitwie przy zwłokach (o wymiarach 10 na 18 metrów i wysokości 10 metrów) posiadająca bezpośrednie wyjście na cmentarz: tamtędy wyprowadzano zmarłego w ostatnią drogę. Tuż obok (po stronie południowej) zlokalizowano kostnicę służącą do rytualnego obmywania doczesnych szczątków; przeciwległą część budowli zajmowało mieszkanie stróża. Bez większego uszczerbku obiekt przetrwał drugą wojnę światową: w czasie wojny zorganizowano tam wówczas magazyn amunicyjny Wehrmachtu.

Choć od wojny cmentarz nadal pełnił swoją funkcję (do dziś odbywają się tam pochówki, znicze zaś płoną niemal przez cały czas), z biegiem lat dom przedpogrzebowy zaczął popadać w ruinę. Dopiero tuż przed nastaniem XXI wieku podjęto działania naprawcze, zaś w roku 2003 Beth Tahara wpisano do rejestru zabytków. Od 2007 roku miejsce to należy do miasta Gliwice, po generalnym remoncie i uroczystym otwarciu w styczniu 2016 obiekt udostępniono zwiedzającym. Dom Pamięci Żydów Górnośląskich jest otwartym dla wszystkich oddziałem muzeum w Gliwicach, w programie działania placówki umieszczono konferencje, koncerty, wystawy oraz spotkania. Udając się na zwiedzanie domu pamiętać musimy, iż jest on częścią cmentarza i należy tu zachować stosowną powagę.

Wśród tysięcy dramatycznych życiorysów gliwickich Żydów na wspomnienie zasługuje postać Artura Kochmanna - ostatniego górnośląskiego Żyda wywiezionego do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Kochmann był notariuszem, działaczem Niemieckiej Partii Demokratycznej, przywódcą żydowskiej gminy, człowiekiem powszechnie szanowanym i nagrodzonym w 1928 roku tytułem honorowego obywatela Gliwic. Przed prześladowaniami długi czas chroniła Kochmanna córka - ustosunkowana przedstawicielka berlińskiej śmietanki towarzyskiej - Susanna Kochmann, która w 1926 roku wyszła za mąż za włoskiego faszystę, późniejszego łącznika między Mussolinim a Hitlerem, rezydującego w Berlinie Giuseppe Ranzettiego. Gośćmi salonu Susanny byli najwyżsi dygnitarze III Rzeszy, w tym Adolf Hitler. Pozycja małżeństwa Ranzettich upadła w roku 1943, gdy ich zięcia oskarżono o udział w zamachu na Benito Mussoliniego, los Artura Kochmanna został wówczas przesądzony. 27 grudnia 1943 roku wywieziono go do KL Auschwitz: schorowany prawnik dotarł tam na inwalidzkim wózku. Zginął w komorze gazowej. Część rodziny Kochmannów uratowała się i do dziś mieszka w Wielkiej Brytanii, Susanna zmarła we Włoszech w roku 1973 do końca życia wierząc w faszystowską ideologię.

Strona wykorzystuje pliki cookies