Górny Śląsk - turystyka i rekreacja - warto zobaczyć - KRAPKOWICE: KOŚCIÓŁ WNIEBOWZIĘCIA NMP

Krapkowice - kościół Wniebowzięcia NMP

MNÓSTWO PYTAŃ

Miasta takie jak Krapkowice urbaniści nazywają zlepieńcami: tworami, które powstały z administracyjnego połączenia dwóch odmiennych przestrzeni. Rzeczywiście - o ile same Krapkowice od niepamiętnych czasów miały zabudowę miejską zaś obywatele trudnili się rzemiosłem i handlem, o tyle dzisiejsza dzielnica - Otmęt grupowała społeczność rybaków oraz rolników, którzy swoją osadę budowali na wzór wiejski. Nad średniowiecznym krajobrazem dzisiejszego Otmętu (zwanego wówczas Ocnant lub Othmant) górowała jednak potężna wieża, zaś życie toczyło się w cieniu zamku i kościoła. Historia obydwu budowli przenika się nawzajem, położone są bowiem tuż obok siebie. Urzędowy rejestr zabytków ujął to najprościej: "zespół kościelno - zamkowy". Dziś z zamku pozostało niewiele - przez XVI wieczny mur z trudem możemy dostrzec jakieś ruiny schowane wśród roślinności.

O najstarszych dziejach tego miejsca wiadomo niewiele - do tego stopnia, że nawet najpoważniejsi historycy powołują się na domysły czy legendy spośród których najpopularniejsza jest ta związana z templariuszami. Według jednej wersji zamek w Otmęcie templariusze mieli zbudować, według innej - tylko nim zarządzać. Nieodmiennie pojawia się teoria, iż podziemne tunele łączą zamek ten z krapkowickim oraz zamkową studnią w Rogowie Opolskim. Jeszcze inna wersja głosi, iż twierdzę wybudował templariusz Otoman po powrocie z wojen krzyżowych.

kuchnia śląska

 

ŚWIĄTYNIA Z HISTORIĄ

Z tego samego okresu pochodzą pierwsze wzmianki o kościele. Przypuszcza się, iż drewnianą świątynię wzmiankowaną w 1223 ufundowali władający okolicą rycerze. Informacje pewne, oparte na dokumentach przynosi dopiero wiek XIV - pierwsze pełne stulecie, w którym patronat nad kościołem obejmowali cystersi - ich władza (polegająca między innymi na prawie do wyznaczania kandydatów na proboszcza) przetrwała zresztą aż do początku XVII wieku kiedy to zakon zsekularyzowano. Również z wieku XIV pochodziła budowla - murowany, gotycki kościół, który (po przebudowie w latach 1912 - 14) przetrwał aż do stycznia 1945 roku. Wówczas to sowieckie wojska plądrujące wrogą, niemiecką miejscowość nie tylko zdemolowały wiele budynków (w Krapkowicach - według relacji - aż 60%), ale także zamordowały proboszcza parafii Wniebowzięcia NMP - bo nie miał wódki, którą żołdacy mogliby wypić.

Parafianie musieli swoją świątynie w całości odbudować - udało im się dokonać tego w ciągu roku. Pozostałości po średniowiecznym kościele zostało bardzo mało - jedynie ozdobione roślinnymi motywami wsporniki w kruchcie i mur zewnętrzny z fragmentami strzelnic. Jest jeszcze XIX wieczna kaplica w stylu neogotyckim, całej budowli nadano charakter neobarokowy. Wnętrze świątyni sprawia bogate wrażenie - zwłaszcza po przeprowadzonej w latach 2007 - 2010 renowacji stacji drogi krzyżowej oraz złoceń - szczególnie ołtarza.


 


 


 

ZAMEK, KTÓREGO NIE MA

To, co zostało po zamku jest fragmentem narożnej wieży. Choć archiwalna fotografia z lat trzydziestych XX wieku ukazuje jeszcze budynek mieszkalny z czymś na kształt bramy, w miejscu tym jest dziś tylko sterta gruzu. Istnienia mitycznego tunelu templariuszy nigdy nie potwierdzono, choć około stu lat temu dwójka domorosłych poszukiwaczy skarbów zaginęła po wejściu do podziemi ruin w Otmęcie. Znamy za to nazwiska kolejnych właścicieli obiektu - w XV wieku należał on do Strzelów (herbu Kotowicz), w wieku następnym - do Buchtów (herbu Odrowąż) - to ci ostatni zmienili wizerunek budowli: z warowni romańskiej na rezydencję renesansową. Później posiadali zamek przedstawiciele rodów: von Pueckler, Thun, Larish, Opperdorf, Martini, von Sponnek. Ostatni z arystokratycznych właścicieli nigdy w zamku nie mieszkał, gdy sprzedawał go w 1929 roku już od stu lat budowla była opuszczona i zaniedbana.

Do czeskiego potentata przemysłu obuwniczego - Tomáša Baty (jednego z dwóch założycieli legendarnej firmy), zamek trafił z dobrodziejstwem inwentarza, kupił go po prostu razem z pozostałymi dobrami ziemskimi hrabiego von Sponek. Było tego jakieś 600 hektarów. Przedsiębiorstwo Deutsche Schuh AG Bata Ottmuth rozpoczęło pracę dwa lata po transakcji i w krótkim czasie wsławiło się masową produkcją butów - towaru, z którym Otmęt kojarzyć się będzie przez następnych kilkadziesiąt lat.

Templariuszom zawdzięczamy nie tylko liczne legendy związane z terenem Otmętu, ale również pechowy piątek trzynastego dnia miesiąca. Gdy papież Klemens V wspólnie z królem Ludwikiem IV Pięknym knuł swoją intrygę przeciwko temu zakonowi - na datę rozpoczęcia wojny z liczącym dziesięć tysięcy osób zgromadzeniem Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona wyznaczył przypadający na piątek 13 dzień października 1307 roku. Tego dnia został aresztowany ostatni wielki mistrz - Jacques de Molay. Choć templariusze cieszyli się w ówczesnej Europie szacunkiem, poważaniem i sympatią, nie brakowało i takich, którzy zarzucali im pyszałkowatość czy pijaństwo. Drobiazgowo przeprowadzone postępowania skończyły się stosem dla de Molaya, ten zaś swoich oprawców przeklął w chwili śmierci. Ludwik Piękny atakując zakon miał nadzieję na przejęcie jego olbrzymiego majątku, skarb templariusze zdążyli jednak wywieźć z Paryża i ukryć. Miejsce spoczynku nieprzeliczonych bogactw do dziś jest przedmiotem spekulacji, są i tacy, którzy uważają, iż spoczywa on w tunelach wydrążonych pod Otmętem czy Krapkowicami. Teorii na ten temat jest zresztą zatrzęsienie - nie wyklucza się nawet możliwości ukrycia bogactw w Północnej Ameryce. Niezależnie od wszystkiego, templariusze działali całkiem niedaleko - Henryk Brodaty w trzeciej dekadzie XIII wieku osadził ich na majątku nieopodal Góry Świętej Anny - w Leśnicy noszącej wówczas nazwę Leitzen. Dokumenty świadczą, iż kilkadziesiąt lat później mieli swoją siedzibę na terenie dzisiejszego Gogolina - w miejscu do teraz nazywanym Tempelberg. Wzgórze świątynne to ponoć miejsce szczególne, gdzie (zwłaszcza w południe) słychać niesamowite głosy. Co ciekawe - templariusze z rejonu Krapkowic przetrwali w legendach jako postacie negatywne: dawny przekaz mówi, że ostatni przedstawiciel tego zakonu uciekł z Krapkowic odlatując na miotle, przewija się również motyw obrabowania kogoś przez templariusza.

Strona wykorzystuje pliki cookies