Górny Śląsk - turystyka i rekreacja - warto zobaczyć - ZABRZE: MUZEUM GÓRNICTWA WĘGLOWEGO

MUZEUM GÓRNICTWA WĘGLOWEGO w Zabrzu

NIEZWYKŁY STRAŻNIK

Zabrzańskie Muzeum Górnictwa Węglowego ma bardzo kompetentnych strażników: takich, którzy w razie potrzeby potrafią także oprowadzić gościa i przedstawić mu niejedną ciekawą historię. Prawdziwym i niezwykłym strażnikiem budynku jest jednak górnik Wincenty Pstrowski czujnie spoglądający z cokołu na gmach Muzeum. Pstrowski to tragiczna postać stalinowskiej Polski, celebryta współzawodnictwa pracy na miarę Birkuta – bohatera „Człowieka z żelaza”. Był rok 1947, gdy pracujący w zabrzańskiej kopalni „Jadwiga” Wincenty rzucił hasło współzawodnictwa pracy w górnictwie. Kopalnia ta (podobnie zresztą jak niezliczone polskie ulice, statek czy Politechnika Śląska) otrzymała później imię sławnego górnika. Firmowana nazwiskiem Pstrowskiego akcja miała zwiększyć wydobycie węgla, przez doświadczonych górników przyjmowana była jednak nieufnie. Wiedzieli oni, że podziemne chodniki to złe miejsce dla propagandowych popisów.

Rok później przyszła tragedia – mimo dramatycznej akcji ratunkowej (pod szpitalem namioty rozbili żołnierze, którzy mieli własną krwią służyć choremu na białaczkę Pstrowskiemu) –  górnik zmarł. Zgodnie z najczarniejszymi przewidywaniami komunistycznych władz, zatrzymało to ruch przodowników pracy w kopalniach. Górnicy całkowicie zwątpili w sens wyrabiania kilkuset procent normy, zaś z ust do ust podawano sobie szyderczy wierszyk - „Wincenty Pstrowski górnik ubogi, wykonał normę – wyciągnął nogi”. Kto wie, może to Wincenty jest tajemniczym duchem widzianym od czasu do czasu w gmachu Muzeum, postacią w kapeluszu i szarym prochowcu. Pomnikowemu górnikowi towarzyszą na placu inne elementy górniczego życia: kombajn oraz podziemna kolejka, które oglądać można niezależnie od pory dnia.

kuchnia śląska

 

BOGATE STAROSTWO

Prawdziwe górnicze skarby schowano jednak w budynku po drugiej stronie ulicy, sama budowla również jest arcyciekawa; podobnie jak pobliski sąd czy szpital z charakterystyczną wieżą. Budynek obecnego Muzeum, dawnego Landratsamtu (Urzędu Powiatowego) datowany jest na rok 1974 czyli czasy, gdy Zabrze gwałtownie rozwijało swoją miejską tkankę. Starostwo wzniesiono wcześnie, zaś z jego okien starosta -  Hans von Holwede  oraz radni obserwować mogli swoje inwestycje: gmach sądu ukończono w 1897 roku, szpital w 1907. O wszystkim zaś donosiła gazeta „Zabrzer Anzeiger” o dwa lata starsza niż siedziba Landratsamtu. Już pierwszy rzut oka wewnątrz budynku mówi wyraźnie, że tutaj nie oszczędzano na niczym, jest mnóstwo starannie obrobionego szlachetnego drewna, ciekawe sklepienia, szeroko zaprojektowana komunikacja.

Szczególne wrażenie robi pochodząca z roku 1906  neogotycka sala zwana witrażową. Mieści się ona w skrzydle północnym, dodanym po drugiej już przebudowie powiatowego gmachu. Tam właśnie obradowali radni, tam – w atmosferze wyznaczanej przez kolorowe światełka witraży zapadały najważniejsze decyzje. Ostateczny kształt składająca się dziś z trzech skrzydeł eklektyczna budowla otrzymała na początku XX wieku. Między skrzydłami znajduje się dziedziniec dziś używany do składowania co większych eksponatów związanych z historią górnictwa – z okien wypatrzeć można wagoniki, elementy obudowy ścianowej czy przenośnik taśmowy.



 

WSZYSTKO O GÓRNICTWIE

Muzeum swoją pierwszą ekspozycję pokazało w dzień Świętej Barbary 1979 roku, choć oficjalnie Minister Górnictwa placówkę tę powołał do życia dopiero dwa lata później. Zabrzańskie Muzeum miało być ukoronowaniem niezwykłej pozycji resortu górnictwa, które w czasach socjalizmu stanowiło prawdziwe państwo w państwie: z własnymi sklepami, sanatoriami, klubami sportowymi. Muzeum miało być Centralne, centralnie więc zbierano pamiątki. Pierwsze eksponaty nadeszły z miejskiego muzeum w Zabrzu oraz zlikwidowanego kilka lat wcześniej Związkowego Muzeum Górniczego w Sosnowcu. Pojawili się prywatni ofiarodawcy, z biegiem lat włączano do zbiorów kolejne przedmioty, by dojść do niemal 40 tysięcy eksponatów (sama tylko kolekcja odznaczeń liczy sobie 600 sztuk). Odpowiedź na pytanie – co zawierają zbiory jest prosta: wszystko, co tylko może być związane z kopalnią i życiem górnika. Muzeum Górnictwa Węglowego potrafi zaskoczyć. Już na wstępie trafiamy do sali świętej Barbary, gdzie przy akompaniamencie religijnej muzyki i w atmosferze kaplicy poznajemy kilkadziesiąt wizerunków górniczej patronki: od pięknych, artystycznych malowideł, przez przedstawienia ludowe aż do wyobrażeń na sztandarach.

Na muzealnej ścieżce spotykamy wirtualne postacie skarbnika i starzyka. Snują oni opowieści o dawnych kopalniach oraz dawnych obyczajach. Nie pominięto niczego, bo opowieść zaczyna się w okresie karbońskim, gdy naszą planetę porastały rośliny dziś tworzące węgiel kamienny. Jest i wspomnienie najdawniejszych górników, których narzędzia datowano na dwa tysiące lat przed Chrystusem. Ciąg eksponatów ilustruje przemiany techniki stosowanej w kopalniach: od najprostszych kołowrotów, po skomplikowaną centralę łączności na usługach dyspozytora z drugiej połowy XX wieku. Widzimy rekonstrukcję przodka z pracującymi tam górnikami, urządzenia służące do ochrony w trudnych podziemnych warunkach, stroje i wyposażenie pracowników kopalni. Nie zabrakło działu prezentującego kulturę: na odwiedzającego czeka kilku przedstawicieli górniczej orkiestry, para w śląskim stroju ludowym oraz gołąb hodowany przez starzyka – emeryta. Przygotowano również kuchnię i pokój sypialny typowej górniczej rodziny z początków XX wieku. Osoby wrażliwe powinny tam uważać, bo pod łóżkiem czai się jeden z licznych śląskich demonów. Całość uzupełniają dzieła plastyczne związane z kopalnią, także te stworzone przez amatorów – górników. Często zdarzało się, że przytłoczeni monochromatycznym światem podziemi ludzie chwytali za pędzle, by pokazywać fantastyczne, kolorowe rzeczywistości. Zabrzańskie Muzeum chlubi się "Tryptykiem górniczym" autorstwa byłego górnika, później - uznanego malarza - Franciszka Kurzei. Obraz eksponowany jest tuż przy wejściu do sal wystaw stałych.

Pamiątek po górnictwie jest mnóstwo: można poczuć podziemną atmosferę w kopalni Guido, w sztolni dąbrowskiej „Sztygarki”, odwiedzić tarnogórską Kopalnię Srebra. Nawet dysponując skromną godzinką w śródmieściu Katowic turysta wjedzie na szczyt wieży wyciągowej, tego samego można doświadczyć przy chorzowskim szybie „Prezydent” czy obok świętochłowickich wież. Muzeum w Zabrzu – w odróżnieniu od wspomnianych i zasłużonych placówek – daje dużo więcej. Tam (choć nawet przez sekundę nie znajdujemy się pod ziemią) górnictwo jest pokazane szerzej i głębiej. Za pomocą multimedialnej opowieści, planszy, eksponatu liczonego w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Właśnie dlatego warto odwiedzić budynek przy ulicy 3 Maja nie zapominając oczywiście o Pstrowskim na placu tuż obok.

Strona wykorzystuje pliki cookies